niedziela, 28 października 2012

Nie mogę się już świąt doczekać . Mam jakieś plany , marzenia ale czy uda mi się ze wszystkim na czas i czy finansowo uda mi się to okiełznać. Ale ja mam taki niesamowity zapał i jestem tak niecierpliwa że chciałabym mieć wsztsko od razu , natychmiast a wiem że na pewne rzeczy bedzie trzeba czekać pewnie dłużej. Chcę zrobić pierniki , kompletuję powoli prezenty,chciałabym jeszcze jakieś dekoracje zrobić sama czy może kartki ale to się zobaczy
Wyjeżdżamy do moich rodziców już w środę po pracy. Nie mogę się doczekać . Niby nic takiego ale ja naprawdę czuję ze tu teraz powoli umieram , nie mam czasem siły na nic , nie chce mi się zabiegać i walczyć o nic. Chyba naprawdę to miasto mi nie służy.

piątek, 12 października 2012

jesiennie

Kolejny leniwy dzień w pracy. Nie jest zła ale nie jestem przyzwyczajona do tego że siedzę , każda sekunda wydaje się niczym godzina i tylko odmierzam czas do końca.
Najgorzej że w domu przez to jestem tak zmęczona że niewiele udaje mi się zrobić z rzeczy zaplanowanych. Ale nic to , nie ważne.
Najważniejsze że dziś już piątek, Wojtek też wcześniej wraca , mamy oboje wolny weekend , nigdzie nie trzeba się spieszyć , można nareszcie się porzadnie wyspać.
To straszne że ja żyję tylko od weekendu do weekendu a teraz z utęsknieniem czekam na święta , także nasza przeprowadzka zbliża się wielkimi krokami , może nie wiosną czy latem ale w końcu się z tego bagienkowego miasta wyniesiemy. Nie jest tu źle ale widujemy się tak rzadko i tak jesteśmy ograniczeni finansowo że wszystkiego się odechciewa.
Wczoraj postanowiliśmy jednak pojechać do moich rodziców ale zanim to nastąpi chciałabym kupić sobie coś nowego a to nie takie łatwe , nie chcę żeby myśleli że tu dziadujemy , my poprostu żyjemy skromnie ale to wszystko do czasu

niedziela, 7 października 2012

Leniwie. Nienawidzę  takiego stanu a jednak mnie dopada. I to za każdym razem kiedy siedzę sama w domu czekając na powrót Wojtka. Jak można pracować w niedzielę , jego szef jest totalnym kretynem , najchętniej skopałabym ten jego głupi , ograniczony łeb.
Staram się jakoś przetrwać ale się nie udaje , nie lubię niedziel , kiedy wiem że jeszcze kilka godzin i znów będę musiała iść do tej popierdolonej pracy. Nie nadaję się tam , nienawidzę jej a ona z każdym dniem , z każdą godziną mnie osacza i obezwładnia. Czuję się źle kiedy tam jestem , taka wyalienowana strasznie, ludzie nieprzyjaźni i niemili , czasami jest tak że przez cały dzień nie mam z kim pogadać , to mnie wykańcza psychicznie , pojawiają się znów obawy , ja się czuję coraz gorzej i coraz mniej warta