wtorek, 2 kwietnia 2013

wtorkowe powroty znad przepaści

Zły czas w pracy. Chociaż może inaczej , nie zły ale przeraźliwie nudny i wyczerpujący. Bezsensowne siedzenie kilu godzin nie robiąc nic. Nie umiem tak na dłuższą metę i nie wiem czy kiedykolwiek bym się przełamała. Przychodzę siedzę , robię swoje , o 15 zaczynam zbierać się do wyjścia i już zapominam momentalnie o tym co za mną , o tym co minęło. Nie lubię tej pracy, nie chcę tam być bo i finansowo nie jest za wesoło a ja chcę żyć pełnią życia a nie wiecznie wegetować od wypłaty do wypłaty. Zapłacić za mieszkanie , jakieś zakupy żeby z głodu nie umrzeć i nagle gotówka się topi tak że nie wiemy nawet jak a nie kupujemy nie wiadomo czego, same potrzebne rzeczy tylko. Jeżeli jest ktoś naiwnie myślący że praca w budżetówce jest opłacalna to niech się lepiej od razu w główkę popuka. Mogłabym tak żyć mając męża pracującego i zarabiającego tysiące a tak oboje na państwowym czasem aż mi się nie chce w to wierzyć.I jeszcze wieczne wysłuchiwanie jak to mamy dobrze że mamy tak a nie inaczej i mówią to najczęściej Ci którzy zarabiając kilka tysięcy w miesiącu nie potrafią rozporządzić tym tak by starczało do końca miesiąca.
paranoja ze to my mający tak niewiele pomagamy czasem rodzicom W kiedy nie mają na opał , nasi znajomi nie potrafią w to uwierzyć , ja czasem też nie. Musimy się wyrwać z tego przeklętego miasta , tu nie ma życia nie ma nic, przynajmniej niczego dla nas nie ma.
Musiałam sobie rzygnąć tym co mi się przez święta nazbierało , do tego wczorajsza , samotna noc kiedy W gdzieś daleko w Polsce. Za chwilę już wraca , wcześniej niż myślałam i bardzo się z tego powodu cieszę. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz