Książki. Koty. Czekolada. Łóżko. kawa. Gorąca herbata.. Nowy Jork. Londyn. Bieszczady.Język polski. Język Angielski. Język Hiszpański. Marzenia. Muzyka. Filmy. Świerze powietrze. Pieczarki.
wtorek, 2 kwietnia 2013
wtorkowe powroty znad przepaści
Zły czas w pracy. Chociaż może inaczej , nie zły ale przeraźliwie nudny i wyczerpujący. Bezsensowne siedzenie kilu godzin nie robiąc nic. Nie umiem tak na dłuższą metę i nie wiem czy kiedykolwiek bym się przełamała. Przychodzę siedzę , robię swoje , o 15 zaczynam zbierać się do wyjścia i już zapominam momentalnie o tym co za mną , o tym co minęło. Nie lubię tej pracy, nie chcę tam być bo i finansowo nie jest za wesoło a ja chcę żyć pełnią życia a nie wiecznie wegetować od wypłaty do wypłaty. Zapłacić za mieszkanie , jakieś zakupy żeby z głodu nie umrzeć i nagle gotówka się topi tak że nie wiemy nawet jak a nie kupujemy nie wiadomo czego, same potrzebne rzeczy tylko. Jeżeli jest ktoś naiwnie myślący że praca w budżetówce jest opłacalna to niech się lepiej od razu w główkę popuka. Mogłabym tak żyć mając męża pracującego i zarabiającego tysiące a tak oboje na państwowym czasem aż mi się nie chce w to wierzyć.I jeszcze wieczne wysłuchiwanie jak to mamy dobrze że mamy tak a nie inaczej i mówią to najczęściej Ci którzy zarabiając kilka tysięcy w miesiącu nie potrafią rozporządzić tym tak by starczało do końca miesiąca.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz